Po prostu lubię łączyć ludzi
Wywiad z Philippem Westermeyerem
To, co zaczęło się od małej serii seminariów dla przyjaciół, klientów i kolegów z branży, przerodziło się w jedno z największych festiwali w Europie poświęconych gospodarce cyfrowej, marketingowi i mediom: OMR Festival w Hamburgu. Za tym sukcesem stoi Philipp Westermeyer, założyciel i dyrektor generalny firmy Ramp106 GmbH. Pomimo około 70.000 odwiedzających, niemal 400 pracowników i oczekiwanego rocznego obrotu wynoszącego około 70 milionów EUR, Westermeyer mówi o firmie w sposób zaskakująco niewyszukany. W tym wywiadzie wyjaśnia, dlaczego OMR nigdy nie miało być dużym przedsięwzięciem biznesowym, dlaczego pewna doza szaleństwa jest ważna – i dlaczego do dziś głównie napędza go przyjemność.
Manfred Brinkmann: Panie Westermeyer, patrząc na OMR dzisiaj, wydaje się to być historią sukcesu. Czy zawsze było to zaplanowane?
Philipp Westermeyer: Nie, wcale nie. To naprawdę zaczęło się jako hobby. W tamtym czasie prowadziłem główną firmę zajmującą się marketingiem internetowym, i ludzie ciągle mnie pytali: “Wiesz dużo o marketingu internetowym – możesz nam to wyjaśnić?” To doprowadziło do organizowania małych seminariów dla klientów, przyjaciół i byłych kolegów. Ludziom to się podobało i chcieli więcej. W pewnym momencie odbyła się pierwsza mała konferencja. Nic z tego nigdy nie było zaplanowane jako duży biznes – to było bardziej poboczny projekt, hobby.
Dr. Endre Hagenthurn: Kiedy to stało się prawdziwą firmą?
Philipp Westermeyer: Działo się to stopniowo. Zdaliśmy sobie sprawę, że popyt ciągle rośnie. Jednocześnie staraliśmy się uczynić wydarzenia wyjątkowymi – z koncertami, imprezami i niezwykłymi lokalizacjami. Po prostu chcieliśmy stworzyć coś przyjemnego. Prawdziwy punkt zwrotny nastąpił, gdy moja dawna firma została sprzedana Zalando. Moi dwaj partnerzy tam zostali, ale moja rola już nie była naprawdę potrzebna. Nagle pojawiło się pytanie: Co teraz robić? I był ten projekt hobbystyczny, który ciągle rósł. Więc zdecydowałem się skupić na nim na pełen etat.
Manfred Brinkmann: I to był moment, gdy rozpoczął się znaczny wzrost?
Philipp Westermeyer: Tak, chociaż wiele rzeczy po prostu złożyło się w odpowiednim czasie. Często mieliśmy idealne wyczucie czasu. Facebook rozpowszechniał nasze artykuły wówczas bardzo wiralowo, podcasty zyskiwały na popularności, a cała branża cyfrowa przeżywała boom. Zbudowaliśmy zespół redakcyjny, publikowaliśmy artykuły codziennie, później dodaliśmy podcasty, przestrzenie wystawowe i nowe formaty. W pewnym momencie nagle mieliśmy 30 lub 40 osób w zespole. Rozpoczęliśmy podcasty, ponieważ sam odkryłem podcasty. Kiedyś rano przewoziłem moje małe dzieci w wózku, słuchając podcastów. W pewnym momencie pomyślałem: dobrze, zrobimy to też pod marką OMR.
Dr. Endre Hagenthurn: Dzisiaj dla Ramp106 pracuje prawie 400 osób. Jak zarządzasz tak dużym systemem?
Philipp Westermeyer: Musisz zaakceptować, że nie możesz już sam robić wszystkiego. Moim najważniejszym zadaniem dzisiaj jest dobieranie odpowiednich osób i określanie ogólnego kierunku. Dziś mamy różne działy – produkcja wydarzeń, partnerstwa, praca redakcyjna, podcasty czy produkty oprogramowania – i wszystkie te są oddzielnymi systemami ze swoimi ekspertami. Na końcu chodzi o to, aby zintegrować wszystkie te systemy. Na początku zespół głównie składał się z przyjaciół i znajomych, ponieważ wszystko bardzo przypominało hobby. Ale w pewnym momencie naturalnie zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz profesjonalistów do pewnych dziedzin – ludzi, którzy naprawdę rozumieją produkcję wydarzeń czy treści podcastów. To znacznie nas przesunęło do przodu.
Manfred Brinkmann: Mimo swojej wielkości, OMR nadal wydaje się być przystępne i emocjonalne. Jakie wartości kryją się za tym festiwalem?
Philipp Westermeyer: Zasadniczo zawsze zadajemy sobie trzy pytania: Czy to jest pouczające? Czy to inspiruje? Czy to zbliża ludzi? Ludzie powinni móc się czegoś nauczyć, poczuć inspirację i nawiązać kontakty z innymi. Ale do tego potrzebna jest odpowiednia kultura. Jeśli ludzie mają się ze sobą zintegrować, potrzebna jest otwartość, swoboda i pewna nieformalność. Jeśli ludzie mają się czegoś nauczyć, potrzebujesz profesjonalizmu i spokoju. A jeśli ludzie mają poczuć inspirację, czasami potrzebujesz także pewnej dozy szaleństwa.
Dr. Endre Hagenthurn: Co dokładnie rozumiesz przez szaleństwo?
Philipp Westermeyer: Czasami trzeba robić rzeczy, które wydają się większe niż to, czego ludzie zwykle oczekują. Na przykład rozważamy obecnie, czy moglibyśmy przyprowadzić statek wycieczkowy do Hamburga podczas festiwalu – jako dodatkowe miejsce na wydarzenia lub zakwaterowanie. Jednocześnie nie należy też przesadzać. Staramy się rozwijać krok po kroku. Czasami porównuję to do skoczka o tyczce, który podnosi poprzeczkę tylko nieco wyżej za każdym razem.
Manfred Brinkmann: Po pandemii OMR ponownie znacząco urosło. Jaki był główny czynnik tego wzrostu w tamtym czasie?
Philipp Westermeyer: Potrzeba prawdziwych ludzkich interakcji była ogromna. Wtedy byliśmy jednym z pierwszych dużych wydarzeń, które odbyły się ponownie. Ludzie chcieli znowu wychodzić, spotykać się z innymi i doświadczać różnych rzeczy. Byliśmy całkowicie zaskoczeni. To było spektakularne, szalone, i nie idealne – ale również niesamowicie emocjonalne. Wiele osób wciąż bardzo wyraźnie pamięta tamte dni. Potem zorganizowaliśmy festiwal bardziej profesjonalnie i w bardziej kontrolowany sposób, nie tracąc jego pierwotnego charakteru.
Dr. Endre Hagenthurn: Jak bardzo międzynarodowym chcesz, żeby OMR stało się w przyszłości?
Philipp Westermeyer: Już pracujemy nad tym bardzo strategicznie. Ale myślimy mniej w kategoriach krajów, a bardziej ekosystemów. Amsterdam był naszym pierwszym dużym krokiem, potem Londyn, a następnie prawdopodobnie Kopenhaga lub Warszawa. Jednak celem nie jest budowanie oddzielnych oddziałów wszędzie. Chcemy sprowadzać ludzi do Hamburga.
Manfred Brinkmann: Dlaczego OMR tak dobrze funkcjonuje właśnie w Hamburgu?
Philipp Westermeyer: Dla nas Hamburg oferuje prawie idealne połączenie. Miasto jest wystarczająco duże, ma wiele hoteli, a jednocześnie jest bliskie i dostępne. Tutaj można zaangażować całe miasto – centrum wystawiennicze, lotnisko, przemysł medialny i lokalną społeczność. Ponadto hale wystawowe znajdują się w samym centrum miasta. To ogromna zaleta.
Dr. Endre Hagenthurn: Obecnie regularnie przeprowadzasz wywiady z czołowymi międzynarodowymi wykonawcami. Czujesz się komfortowo w tej roli?
Philipp Westermeyer: Właściwie staram się stać trochę bardziej niewidzialnym. Ale czasami goście specjalnie proszą, abym to ja przeprowadzał wywiady. Najważniejsze jest dla mnie zawsze publiczność. Ludzie powinni wynosić wartościowe wnioski z tych rozmów. Powinni rozumieć, jak myślą inne firmy i jakie wyzwania przed nimi stoją.
Manfred Brinkmann: A co osobiście motywuje cię dzisiaj?
Philipp Westermeyer: Ostatecznie to nadal po prostu radość z tego wszystkiego. Nigdy nie zaczynałem z jakąś wielką misją. Chciałem tłumaczyć ludziom rzeczy i łączyć ludzi. Oczywiście od tego czasu stało się to dużą firmą z dużą odpowiedzialnością. Ale szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad tym filozoficznie każdego dnia. Raczej czuję, że odpowiedzialność stopniowo się pojawiła. Ludzie oczekują czegoś po nas, klienci z nami podpisują umowy, odwiedzający kupują bilety, a partnerzy planują z nami działania. I naprawdę cieszę się z tej codziennej pracy. Nie każdego dnia – ale większość dni. Nie czuję też, że absolutnie muszę osiągnąć jakiś wielki cel. Byłoby szkoda, gdybym kiedyś nie mógł już tego robić. Ale nie jestem w tym stanie umysłu: “Tylko osiągając coś konkretnego, będę zadowolony.”