"Niespokojne czasy nie są już wyjątkiem – są nową normą"
Wywiad ze Stefanie Marisch, Menadżer Działu Lin Jachtowych, i Florianem Teufelbergerem, CEO Teufelberger Holding AG
W stale zmieniającym się świecie jest niewiele stałych – ale TEUFELBERGER jest jedną z nich. Z historią sięgającą 1790 roku i wyraźnym skupieniem na obsługę i innowacje, firma pokazuje, jak pozostać istotnym nawet w burzliwe razy. W rozmowie z Stefanie Marisch i Florianem Teufelbergerem staje się jasne: Jeśli nie dostosujesz się, szybko zostaniesz w tyle.
European Business: Panie Teufelberger, firma TEUFELBERGER ma długą historię. Jak to się zaczęło?
Florian Teufelberger: Firma została założona w 1790 roku jako producent lin z włókna. Reprezentuję dzisiaj 7. pokolenie. Od początku przyjmowaliśmy rozwój technologiczny – na przykład niedługo po wynalezieniu lin stalowych. Później wprowadzono liny z włókien syntetycznych. Nasze liny wspinaczkowe były nawet używane podczas pierwszego wejścia na Mount Everest. To pokazuje, że innowacja jest częścią naszej tradycji.
European Business: Jak obecnie zorganizowana jest firma?
Florian Teufelberger: Działamy w trzech obszarach biznesowych: liny włókniste, liny stalowe i taśmy opakowaniowe z tworzyw sztucznych (pasowanie). Jesteśmy zorganizowani w 12 jednostkach biznesowych i zatrudniamy ponad 1,300 osób w 10 fabrykach na całym świecie. Europa jest naszym rynkiem rodzimym, ale jesteśmy również silnie reprezentowani w Ameryce Północnej i Azji.
European Business: Pani Marisch, jest Pani odpowiedzialna za obszar biznesowy Liny Jachtowe. Co wyróżnia ten rynek?
Stefanie Marisch: Działamy tutaj pod marką Robline. Sporty wodne są emocjonujące. Jednocześnie klienci oczekują najwyższej jakości. Nasze stanowisko jest jasne: wiele firm produkuje liny – my widzimy siebie jako dostawców usług. Oznacza to, że nasza praca nie kończy się na dostarczeniu produktu. Doradzamy dealerom, dystrybutorom i ostatecznie samym żeglarzom. Ta wiedza to rzeczywista wartość dodana.
European Business: Jaką rolę odgrywa dla Państwa targi boot Düsseldorf?
Stefanie Marisch: Ogromną. Chociaż działamy B2B, targi boot są najważniejszą platformą. Tam spotykamy dystrybutorów, dealerów i klientów końcowych naraz. Ta wielopoziomowa informacja zwrotna jest bezcenna. Po trudnych latach nastrój wyraźnie stał się bardziej optymistyczny. Gdy dealer mówi, "To były najlepsze targi od pięciu lat", to silny sygnał.
European Business: Panie Teufelberger, jakie wyzwania kształtują Państwa biznes?
Florian Teufelberger: Globalna konkurencja. Bariery handlowe, nowe cła, zmieniające się łańcuchy dostaw – wszystko to wymaga szybkości i elastyczności. Często mówię: Burzliwe czasy nie są już wyjątkiem. To nowa norma. Ci, którzy reagują szybciej, mają szansę przekształcić to w siłę.
European Business: Jakie strategiczne kwestie są na pierwszym planie?
Florian Teufelberger: Zrównoważony rozwój i cyfryzacja. Już wprowadziliśmy zamknięte systemy dla taśm opakowaniowych i pilotażowe systemy zwrotu dla lin włóknistych. Jednocześnie sztuczna inteligencja zmienia nasz świat w sposób wykładniczy. Myślimy liniowo – AI ewoluuje wykładniczo. Wymaga to zmiany sposobu myślenia.
Stefanie Marisch: Dla mnie dwie rzeczy są kluczowe: Obsługa i bezpieczeństwo łańcucha dostaw. AI może obliczyć wiele rzeczy. Ale kiedy ramy polityczne zmieniają się z dnia na dzień, potrzebni są ludzie, którzy potrafią działać. Nasze fabryki na trzech kontynentach zapewniają nam stabilność.
European Business: Co w dłuższej perspektywie zadecyduje o sukcesie?
Florian Teufelberger: Ludzie. Ciekawi, zaangażowani pracownicy, którzy pozytywnie towarzyszą zmianom. Technologia jest ważna – ale bez postawy i pasji pozostaje nieskuteczna.
Stefanie Marisch: A także zrozumienie tego, co naprawdę się dzieje na zewnątrz. Musimy wiedzieć, czego potrzebują nasi klienci – nie tylko dzisiaj, ale jutro. Ci, którzy słuchają i są gotowi odpowiedzieć, pozostaną w grze.
Słuchając ich obu, staje się jasne: TEUFELBERGER kwitnie na napięciu między tradycją a innowacją. Od ponad 200 lat. I widocznie z głębokim przekonaniem, że nawet w burzliwych wodach kurs można utrzymać – o ile ktoś trzyma ster w ręku.